No i jednak dostałam po głowie za moją buntowniczą naturę... Zderzenie z rzeczywistością było dość bolesne, chyba dopiero teraz uświadomiłam sobie, że co bym nie zrobiła to i tak nie wygram. Walka z NFZ to walka z wiatrakami. Walka dzięki której mam jedne święta w życiu mniej. No i co teraz, mam się poddać? Tak łatwo? Chociaż... ;) jak tak wytrwam w swoim postanowieniu jeszcze trochę to może im te dziwne pomysły wreszcie bokiem wyjdą? Nie... to przecież bez sensu. Chyba faktycznie czas wywiesić białą flagę...
Nie! Jednak ciężko tak się poddać po jednym upadku...
Pogoda za oknem taka zaje... piękna, ale jednak okazała się lekko zdradliwa. Wczoraj w ciągu dosłownie 20 minut stałam się kompletnie nie do użytku. Miałam nadzieję, że do rana jakoś przejdzie, ale nie... chyba jednak grzechy trzeba odpokutować. Czuję się jakbym miała tak z 5 razy tyle lat ile mam wg dowodu osobistego, czyli chyba jakieś 110... :/ Cholera, no!
No no! W tym roku wiosna się postarała :) Kto by pomyślał, że w połowie marca będę chodzić po dworze w bluzce z krótkim rękawem i w krótkich spodenkach, oczywiście po własnym podwórku... na ulicy wyglądałabym raczej jak nienormalna ;) Chociaż... dlaczego nie, w końcu w słońcu było 28 stopni :) Swoją drogą chwilami zastanawiam się czym się różni 28 stopni w marcu od 28 stopni w lipcu. Dlaczego w lipcu można a w marcu teoretycznie nie ;)
No nic, pogoda jest boska i nawet alergia na wiosnę dobrego humoru mi nie popsuje! :)
Wpadła K. i uparła się, że urządzi mi "sesję zdjęciową". Zazwyczaj zdecydowanie lepiej czuję się będąc po drugiej stronie obiektywu, ale cóż, tym razem musiałam się zadowolić jedynie byciem po drugiej stronie lustra i nie mam tu niestety na myśli lustrzanki a jedynie lustro wiszące na ścianie. Dobre i to.
Ups chyba przekroczyłam granice wytrzymałości "dżi-persona", czyli 600% cukru w cukrze... zresztą granice swojej wytrzymałości też za chwilę przekroczę.
Ale przynajmniej kulturalnie się przywitał ;) Chociaż nie ukryam, że wolałabym cyferki... albo może lepiej i nie. A tak w ogóle to o tej porze powinien raczej powiedzieć "dobranoc".
"...i zamknie się księgi ostatnia stronica, gdy mury tej szkoły opuści dziewica..."
Sieniu siedzi przed szkołą trzymając na kolanach otwartą księgę. Legenda głosi, że gdy któraś dziewczyna opuści szkołę "nienaruszona" to Sienkiewicz zamknie książkę ;)
No i co? Szkoła w tym roku obchodzi swoje 150 urodziny a księga nadal otwarta ;)
Jak ja bym chciała tam wrócić!
_______________________________________________
Tylko 4 mg% brakuje do granicy wytrzymałości "dżi-persona" :(
„O trzeciej nad ranem krew płynie w żyłach wolniej niż zwykle, a sen jest wyjątkowo głęboki. Dusza jest wówczas albo pogrążona w błogosławionej nieświadomości, albo miota się rozpaczliwie, rozglądając się z przerażeniem wokół siebie. Nie istnieją żadne stany pośrednie. O trzeciej nad ranem świat, ta stara dziwka, nie ma na twarzy makijażu i widać, że brakuje mu nosa i jednego oka.”
O! I właśnie sobie uświadomiłam, iż oszukałam NFZ. Biorąc insulinę 1 raz dziennie (albo wcale) powinnam zapłacić za paski 16 zł a nie 6 ;) To teraz chyba muszę iść do apteki i oddać te 10 zł różnicy xD Hm... Albo nie! Przecież NFZ mnie też oszukał więc jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie... czy raczej odwrotnie.
No! Mieliśmy już ogólnopolski strajk lekarzy, mieliśmy strajk aptekarzy to teraz najwyższy czas na strajk... cukrzyków! Ja zaczynam od teraz i do odwołania, a ściślej mówiąc do momentu aż szanowny NFZ zapłaci za mnie tyle, że im bokiem wyjdzie nierefundowana insulina i chore limity na paski do glukometru. Mam tylko nadzieję, że będzie to jednak zanim stracę obie nerki, stopy i wzrok.
Jakoś przeżyłam, że moje paski zostały z dnia na dzień wyrzucone z listy leków refundowanych. Przeżyłam, że musiałam wydać 100 zł na nowy glukometr bo w przychodni nie było. Przeżyłam, że po 2 miesiącach moje paski spowrotem wróciły na listę (niewiadomo po co!). Przeżyłam, że insulina zdrożała pomimo obietnic iż będzie tańsza. Przeżyłam, że lantus nadal nie jest refundowany... jednak dzisiejsza (w sumie już po północy - więc wczorajsza) wizyta u diabetologa uświadomiła mi, że w zasadzie nie ma innego wyjścia jak zaprzestanie brania insuliny i mierzenia cukru. Najpierw zostałam, delikatnie mówiąc, opi******* poinformowana iż mierzenie cukru "jak mi się przypomni" - czyli tylko przed wzięciem insuliny - to skrajna nieodpowiedzialność. (A co niby miałam zrobić jak już mi się paski kończyły?!) Następnie kolejny opi*****, tym razem za wynik średniego poziomu cukru z ostatnich 3 miesięcy. Zostałam postraszona powikłaniami i otrzymałam zalecenie mierzenia cukru regularnie (na czczo, przed śniadaniem, po śniadaniu, przed obiadem, po obiedzie, przed kolacją, po kolacji i w nocy - w sumie 8 razy dziennie). Na koniec najlepsze - dostałam receptę na 2 (słownie: DWA) opakowania pasków po 50 sztuk, które (nie wiem jakim cudem) mają mi wystarczyć na 3 miesiące, bo NFZ podobno tylko na tyle pozwala. Wychodzi 1 pomiar dziennie, nie bardzo wiem jak to się do tych 8?. 3 miesiące mają w sumie 90 dni, mi tych pasków wystarczy na 12. Zostawię je lepiej na czarną godzinę.
Rodzinny mi pasków nie wypisze, bo mówi, że diabetolog jest od tego. Diabetolog mówi, że więcej nie wypisze bo ma limity i tylko 2 może. NFZ się śmieje.
W d**** z tym wszystkim, nie będę się prosić o receptę.